„Blue Valentine” – kolejny film o miłości?

autor Marta
172 wyświetleń
Blue Valentine

Dzieło Dereka Cianfrance’a z 2010 roku to film dwupasmowo ukazujący historię pewnej relacji. Cindy i Dean tworzą małżeństwo od paru lat. Wspólnie wychowują kilkuletnią córeczkę Frankie. Sceny filmu na przemian zabierają nas do przeszłości – początków związku – i teraźniejszości, kontrastowo koloryzując życie pary w dwóch rzeczywistościach.

Teraźniejszość tworzy obraz rozsypującego się małżeństwa. Małżeństwa dwojga ludzi, którzy nie spełniają swoich oczekiwań. Dean to w oczach Cindy alkoholik bez ambicji. Cindy to w oczach Deana oziębła, zapracowana żona. Mają problem z komunikacją, odczuwaniem radości ze swojego towarzystwa, spędzaniem czasu razem.

Przeszłość przedstawia dwoje młodych ludzi, którzy poznają się przypadkiem i zakochują. Lubią spędzać czas w swoim towarzystwie, razem się śmieją, a w końcu pobierają.

Te dwie równoległe historie stanowią zaledwie wycinki z życia bohaterów. Sposób podejścia do tematu miłości może sugerować chęć ukazania widzowi jej ewolucji – z radosnej, beztroskiej, żywej w fazie zakochania do oschłej, zimnej, suchej w fazie miłości dojrzałej, „ze stażem”. Jednak w tych dwóch scenariuszach można dostrzec także pewne powiązania przyczynowo-skutkowe. W teraźniejszości możemy zobaczyć konsekwencje zdarzeń z czasów poznawania, a nawet wcześniejszych. Te linki czasowe podają w wątpliwość założenie, że miłość bohaterów sama wygasła jako naturalna konsekwencja upływu czasu i rutyny codzienności.

Teraźniejszość w filmie skupia się na kryzysie małżeńskim Cindy i Deana. Każdy z nich ma niespełnione oczekiwania względem współmałżonka. Czy jednak kiedykolwiek wcześniej rozmawiali ze sobą na ten temat? Pierwszym z powiązań jest zatem kwestia wzajemnych oczekiwań i wizji drugiej osoby w związku, a także związku jako takiego. W przeszłości obserwujemy wydarzenia, które w prosty sposób rzutują na teraźniejszość. Dean nie ukończył liceum i pracuje w firmie transportowej. Jest optymistycznym, romantycznym lekkoduchem. Cindy studiuje medycynę i szuka swojego miejsca na świecie. Oboje podążają przewidywalną ścieżką – Cindy zostaje lekarzem i żoną Deana, Dean maluje ludziom domy pozostając optymistycznym lekkoduchem. Niewiele się zmienia.

Wizja drugiej osoby w relacji oraz samej relacji łączy się z drugim powiązaniem – wizją siebie. Szczęśliwy związek ma szansę stworzyć dwoje szczęśliwych ludzi. O ile Dean wydaje się być pogodzony ze sobą i akceptować życiowe trudności, choć w rodzinie nie miał wspierającego przykładu, o tyle z kreacji Cindy bije brak miłości do samej siebie. To młoda dziewczyna, która mając za przykład mężczyzny apodyktycznego ojca, a za przykład relacji patologiczną, przemocową relację rodziców wpada w kolejne związki, w których oddaje siebie za namiastkę uwagi i uczucia. Jaką więc wizję mężczyzny i relacji damsko-męskiej to kreuje w jej podświadomości? Czego, bez świadomej weryfikacji, mogłaby oczekiwać od swojego przyszłego męża? Zachowanie Deana drastycznie odbiega od wyuczonych schematów. Dlatego nie stanowi on dla niej wzorca męskości.

W momencie zajścia w ciążę z poprzednim partnerem Dean, zgadzający się na przyjęcie odpowiedzialności za dziecko, staje się dla Cindy gwarantem bezpieczeństwa. Jest miłą odmianą w stosunku do poprzednich chłopaków – szanuje ją, otacza troską. Para w momencie ślubu wydaje się mieć nadzieję na pozytywne zakończenie. To jednak, co nie zostało wypowiedziane i rozwiązane na początku, wraca ze zdwojoną siłą na końcu. Po ślubie małżonkowie zajęci opieką nad dzieckiem oraz rutyną pracy tracą z oczu ważne, niewyjaśnione kwestie dotyczące ich samych. Mamy wrażenie, że chcą odciąć grubą kreską problematyczną przeszłość i zacząć żyć na nowo. To się jednak nie ma prawa udać. Przeszłe zdarzenia i uwarunkowania ukształtowały bohaterów i zrobiły z nich ludzi, którymi są teraz. Rozczarowania w teraźniejszości wynikają z zaniedbań i odwracania oczu od problemów narosłych w przeszłości, które przez samych bohaterów zostały zepchnięte w nieświadomość i zignorowane w próbie uzyskania iluzji nareszcie udanego życia.

Czy można powiedzieć, że „Blue Valentine” jest filmem o miłości? Dla każdego miłość znaczy co innego. Miłość wartościowa, pełna szacunku i bezwarunkowa ma szansę zaistnieć między dwojgiem ludzi, którzy są spełnieni i kochają sami siebie. Bo czy można mówić, że kogoś się kocha, skoro nie kocha się nawet siebie? W takiej sytuacji ciężko powiedzieć, czy właściwie wie się na czym to polega. W tym przypadku bohaterowie nie spełniają definicji, a ich ewentualna praca nad związkiem musiałaby rozpocząć się w miejscu, w którym relacja jeszcze nie powstała, czyli od nich samych.

Mam wrażenie, iż wiara w twierdzenie, że miłość przetrwa wszystko jest momentami silniejsza niż wiara w szczerą i otwartą komunikację dotyczącą potrzeb, oczekiwań, planów. Zakochanie i danie się ponieść emocjom jest łatwiejsze niż słuchanie o traumach z dzieciństwa i rozwiązywanie problemów relacyjnych. Trzeba mieć jednak na uwadze, że to, o czym nie rozmawiamy dzisiaj odezwie się do nas jutro.

Powiązane artykuły

Leave a Comment

* By using this form you agree with the storage and handling of your data by this website.

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Akceptuję Dowiedz się więcej