Blask kobiecej siły

autor Marta
218 wyświetleń
Blask kobiecej siły

Moc kobiet od lat opiewana jest w dziełach artystów, muzyków oraz poetów. Ruch sufrażystek zapoczątkował istotne przemiany kulturowe, a na przestrzeni lat daje się zaobserwować ewolucja modelu rodziny i postrzegania roli społecznej kobiety. Z różnych kierunków napływają głosy wspierające i motywujące kobiety. Coraz więcej instytucji, programów, kursów skierowanych jest tylko do tej konkretnej grupy odbiorców. Swój wkład w motywowanie kobiet do odkrywania swojego potencjału już od wielu lat wnosi również Regena Thomashauer. Założycielka Szkoły Sztuk Kobiecych czyni to w unikatowy i nietuzinkowy sposób, o czym możemy się przekonać już na samym początku jej opisanego poniżej dzieła.

W książce zatytułowanej „Wrota kobiecości” autorka zabiera czytelniczki w podróż po świecie zmysłowych doznań i wiedzie je ku odkryciu przyjemności płynącej z celebrowania ciała. Słowem kluczowym jest tu przyjemność. To właśnie ją „Mama Gena” traktuje jako portal do samej duszy i ujawnienia swojej wewnętrznej mocy. Przyjemność i zmysłowość mają prowadzić do poznania siebie, swoich potrzeb, pragnień i prawdziwej wartości. Przyjemność jest środkiem wiodącym do celu, ale również celem samym w sobie.

Każda z nas musi dokonać inwestycji w naszą własną przyjemność i upewnić się, że poświęcamy sobie uwagę wymaganą, aby czuć się dobrze z samą sobą.

We „Wrotach kobiecości” kobiety nazywane są boginiami i zachęcane, by tak właśnie siebie traktowały. Ich połączenie z boskością definiuje troska o siebie, która w prosty sposób przekłada się na troskę o innych, zapewnienie sobie właściwej uwagi i czułości, a także sprawianie sobie przyjemności. Te działania budują oraz wspierają miłość własną, która natomiast stanowi samoobronę i wewnętrzną tarczę.

Regena Thomashauer rozpoczyna wędrówkę od przedstawienia roli kobiecej siły, piękna i… samej istoty fizycznej kobiecości, czyli żeńskich genitaliów, zmieniającej się na przestrzeni wieków. Prowadzi czytelniczkę w głąb mitologii, tradycji, wierzeń, rytuałów i obrzędów różnych kultur i ludów, wszystkich tylko i wyłącznie ku czci kobiecości. Zachęca do poznania dokładnie swojego ciała i pokochania go. Wskazuje na ograniczające kobiety przekonania, które albo przejęły od kultury albo od rodziny. Dla wielu z adresatek książki normą jest poczucie niewystarczalności i życie zgodnie z kodem wstydu, co przekłada się na ignorancję w życiu zmysłowym. Ze strachu przed tym, kim mogą się stać nie badają swoich granic, pragnień i potrzeb. Zamiast tego uciekają w rozdawanie swojej energii i blasku wszystkim wokół. Niestety samo dawanie może doprowadzić stopniowo do wyczerpania rezerw i ostatecznie pustki. Życie w oderwaniu od siebie prowadzi nieuchronnie do separacji od emocji, stagnacji i zgorzknienia. Cenę za to płacimy już nie tylko my. Nasze dzieci stają się mimowolnie biorcami naszego bagażu, powstałego wskutek niechęci do radzenia sobie z naszymi własnymi emocjami.

Używamy oczekiwań innych ludzi w miejsce naszego własnego wewnętrznego kompasu.

To, co ma moc przestawienia nas na właściwe tory nazwane jest wprost „włączeniem się”. Włączenie się to bycie żywą i świadomą własnej siły życiowej, bycie sobą, sięganie po zadowolenie, samoakceptacja, celebrowanie własnej osoby oraz empatia. To stanie w świetle swojego blasku i bycie w pełni tego świadomą. To uznanie, że kobieta nie potrzebuje nikogo innego do bycia dla niej źródłem światła, bo sama nim jest. Bycie włączoną oznacza oczekiwanie na to, co najwspanialsze i pełną gotowość otrzymania tego. Często kobiety włączone można bardzo szybko rozpoznać. Są promienne, pewne siebie i swojej wartości, znają swoje granice, kochają życie, czerpią z niego garściami.

W natłoku codziennych spraw tak łatwo jest zapomnieć o czymś tak prostym jak przyjemność. W końcu większość rzeczy robimy dla jakiegoś konkretnego celu. Chcemy dokończyć wszystkie sprawy, dać z siebie sto procent i być na bieżąco. Nieraz poświęcenie chwili tylko dla siebie i dla naszej własnej przyjemności wydaje się być stratą czasu. Tymczasem, zdaniem autorki

(…) nie ma tak naprawdę niczego ważniejszego niż czucie się promiennie. Niczego.

We „Wrotach kobiecości” pada szereg sposobów, po które możemy sięgnąć, by zbliżyć się do pożądanego stanu. Podkreślona jest waga wypowiadanych pod swoim adresem pochwał, podziękowań za to, co mamy i pragnień. Autorka zachęca do potraktowania siebie jako kompletnej, pełnowartościowej całości, pokochania całego swojego ciała, serca i duszy oraz nadania naszej przyjemności najwyższego priorytetu. Czucie się włączoną nieodzownie wiąże się z doświadczaniem swojego ciała i odpowiednią komunikacją z partnerem. Ważne zasady to postawienie siebie w centrum dowodzenia swoim życiem oraz dawanie sobie cennych prezentów, jak czas, szacunek, troska i akceptacja. Równie istotne jak samorealizacja i podążanie szlakiem kolejnych celów okazuje się odejście od zadaniowości, zatrzymanie się, czas na zabawę, odpoczynek, czy flirt dla samego flirtu, prowadzący do wyjścia ze strefy komfortu.

Osobny rozdział książki poświęcony jest trudnym wydarzeniom życiowym i ich wadze w kształtowaniu ostatecznej wersji siebie. Akceptacja wszystkich emocji, również tych niechcianych oraz dopuszczenie ich do siebie na równych prawach i przeżywanie tak samo głęboko w ciele pozwala na dotknięcie i poznanie każdej cząstki siebie. Bolesne doświadczenia budują nas i pozwalają się rozwijać. Pokazują nam, kim tak naprawdę jesteśmy.

Łzy naszej dewastacji użyźniają glebę naszej ewolucji.

Warto stworzyć odpowiednią przestrzeń zarówno dla swoich smutków, jak i radości, by móc czerpać i uczyć się z każdego z tych emocjonalnych doświadczeń.

Teraz znam głębokość i szerokość sposobu, na jaki kocham, smucę się i powstaję po ciosach.

Kolejna cenna wskazówka to wzięcie ekstremalnej odpowiedzialności za swoje życie i szczęście. Jak się zachowujemy i co możemy uzyskać idąc tą ścieżką? Stajemy się twórczyniami własnej historii i rozumiemy, że to ani mężczyźni, ani nikt inny nie jest źródłem naszego szczęścia, tylko my same. Największą nagrodą za implementację tej wskazówki do swojego życia jest ekstremalne poczucie władania własnym losem. Wiedząc, że tak wiele zależy tylko od Ciebie, równie wiele możesz dla siebie uczynić.

Ze swojej strony mogę dodać dwa pytania, które moim zdaniem warto sobie zadać pracując ze sobą w tym obszarze.

1. Czy podjąłeś decyzję, że będziesz szczęśliwy?

2. Jakie kroki podejmujesz, by zbliżyć się do swojego celu?

Regena Thomashauer wiele stron swojego działa poświęca na opisanie tzw. nauki topienia. Już jako dzieci zostaliśmy nauczeni odpychania emocji zamiast ich nazywania, przyjmowania i akceptowania. Gdziekolwiek byliśmy musieliśmy się dostosować, być cicho, być grzeczni. Tymczasem negatywne emocje w nas wrzały. Wrzaski i agresja nie były akceptowane przez otoczenie i szybko je pacyfikowano. A to od tego otoczenia zależało przecież nasze być albo nie być. Stąd idąc za pochwalanym wzorcem szybko nauczyliśmy się również sami tłumić niewygodne emocje.

Nauka topienia to nic innego jak dopasowanie zewnętrznego zachowania do tego, jak się czujemy wewnątrz, czyli fizyczne doświadczanie emocji tak, by nie zostawały zamknięte w ciele. Właściwie czasami jedyne czego nam trzeba to usłyszeć i cierpliwie wysłuchać naszych najgorszych, niechcianych myśli, przyjąć do siebie najtrudniejsze odczucia, zrobić dla nich miejsce i dać im prawo głosu. Gdy wydostaną się na zewnątrz istnieje duża szansa na to, że już do nas nie powrócą. Ważnym procesem jest już sam proces identyfikowania emocji i ich nazywania, który to odwraca nasz mózg „emocjonalny” od przeżywania, angażując w proces nadawania nazwy zupełnie inne struktury. Jest to sztuczka mająca na celu odwrócenie na chwilę uwagi od bycia w samym centrum burzy po to, by zyskać szerszą perspektywę i dać sobie czas do namysłu. Na dłuższą metę jednak każda nasza emocja po nadaniu etykiety powinna uzyskać prawo głosu i móc swobodnie się wydostać. A sposobów na to jest naprawdę sporo – od krzyku i bicia pięściami w poduszki aż po taniec i sport.

Gdy już rozpoczniemy naszą wewnętrzną renowację warto będzie rozejrzeć się dookoła w poszukiwaniu innych, jeszcze niewłączonych kobiet i pomóc im uczynić to samo. A takich kobiet jest niemało, gdyż często mamy do czynienia z sytuacją, w której podczas kontaktu z innymi kobietami nie mówimy o swoich sukcesach i radościach, bo obawiamy się, że poczują się one źle w obliczu porównania. Oczywiście dotyczy to również innych relacji. W efekcie budujemy więzi przesycone negatywizmem, które nie są budowane na prawdzie i nie dają nam ostatecznie oparcia. Same boimy się swojego sukcesu i blasku oraz doprowadzamy do tego, że umniejszamy siebie, by ktoś w naszym otoczeniu nie poczuł się przy nas gorzej ze swoimi brakami.

Warto więc spojrzeć na kontakt z innymi kobietami jak na okazję do wzniesienia ich rozwoju na wyższy poziom. Zaangażowanie w rozkwit osób dookoła niechybnie prowadzi do rozkwitu i rozwoju nas samych. Dzięki temu procesowi dowiadujemy się, jaka drzemie w nas siła i do czego jesteśmy tak naprawdę zdolne. Zmusza nas do wyjścia ze strefy komfortu, co z kolei otwiera drzwi do wejścia w strefę pragnień.

Autorka „Wrót kobiecości” w interesujący i niecodzienny sposób zabiera czytelniczki na fascynującą wędrówkę do zapomnianych rejonów ciała i duszy. Zaprasza do wybrania przyjemności jako kompasu prowadzącego do pełnego zrozumienia swojej prawdziwej natury. Wzywa do bezwzględnego słuchania intuicji. Daje lekcje pewności siebie i metody podnoszenia poczucia własnej wartości. Wszystko to w lekki, autentyczny i bezkompromisowy sposób. Swoim życiem Regena Thomashauer pokazuje, że ograniczenia kończą się w naszej głowie, bo poza nią zaczynają się już tylko możliwości.

Powiązane artykuły

Leave a Comment

* By using this form you agree with the storage and handling of your data by this website.

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Akceptuję Dowiedz się więcej